YE SOLAR (Jazzanova, Berlin)
23.06 23.00 - Pasaż Kultury / Poznań
THIEF (Sonar Kollektiv, Niemcy)
26.06 23.00 - Pasaż Kultury / Poznań
YE SOLAR -
RANDOM RHODES - keys, voc
STEVE BASS - bass, visuals
GROOVEMASTER7 - kick, snare, loops
Na początku nowego tysiąclecia Random Rodos, Steve Bass i Groovemaster7 rozpoczęli wspólne próby w studio w Berlinie i zaczęli grać pierwsze koncerty pod szyldem YE: SOLAR. Za cel postawili sobie granie muzyki improwizacyjnej i tworzenie własnego repertuaru z jedną wizją artystyczną - łączącą zarówno jazz tła jak głęboki house i elektro. Dlatego w ich muzyce możemy odnaleźć bardzo skrajne gatunki muzyczne: od elektrojazz’u po punkjazz! W 2007 Ye:Solar zostali nominowani do nagrody World Wide Winners w BBC RadioOne. Zani są także ze współpracy z kultowym kolektywem Djskim Jazzanova. Jednak Ye:Solar to przede wszystkim wulkan energii na koncertach. Formacja potwierdza to znakomicie, serwując kompilację jazzu, elektroniki, hip hopu oraz dubu. Perkusja, rhodes i podwójny bass w połączeniu z miksowaniem i skreczem didżeja dały wybuchową mieszankę.
Ciekawy jest też image zespołu, który nawiązuje do fimów Quentina Tarantino oraz klimatów gangsterskich z lat 60-tych
MUZYKA
Elektrojazz, swinging housebeats
LABEL
Vinyl Vibes Records
THIEF -
Skład: Stefan Leisering oraz Axel Reinemer (Jazzanova, występującymi również pod szyldem Extended Spirit) oraz wokalista i gitarzysta Sascha Gottschalk
THIEF to projekt, który powstał pod skrzydłami niemieckiej wytwórni Sonar Kollektiv – do tej pory specjalizującej się raczej w muzyce elektroniczno-producenckiej. Zespół współtworzą znani z Jazzanovy – Stefan Leisering oraz Axel Reinemer (występującymi również pod szyldem Extended Spirit) oraz wokalista i gitarzysta Sascha Gottschalk.
Wspólna płyta mistrzów nu jazzu i indie popowego wokalisty niesie znakomity zestaw piosenek z pogranicza folku i indie popu, w dyskretnych jazzowo – pastelowych barwach. Gottschalk znakomicie wpisuje się w poczet głosów nowoczesnego popu, i śmiało można go postawić w jednym rzędzie z Erlendem Oye czy Jose Gonzalezem. Muzycy Jazzanovy z kolei postawili na klimat mniej skupiając się na studyjnych fajerwerkach. Taki zabieg przyniósł doskonały efekt.
Ich muzyka to równocześnie: ponadprzeciętny songwriting, niezwykła zdolność prowadzenia przepięknych melodii, doskonały warsztat aranżacyjny, wyborny gust i smak estetyczny oraz olbrzymie zdolności instrumentalistów. Jak się jednak okazuje, nic się nie bierze z próżni, bo mimo iż Sunchild to debiut, muzyka ta wyszła spod rąk doświadczonych i świadomych twórców.
Pomysł na muzykę jest teoretycznie prosty: to połączenie neofolkowej estetyki brzmieniowej, bardzo klasycznych w formie piosenek, przepięknych koronkowych melodii oraz subtelnych, pełnych ciekawych modulacji i nieoczekiwanych zwrotów harmonicznych aranżacji. Zestawione jest to z elementami czysto produkcyjnymi (wykorzystującymi zaawansowane technologie studyjne) i niezwykle wysublimowaną elektroniką spod znaku nagrań choćby Jazzanovy właśnie. Centralną postacią projektu jest naturalnie Gottschalk – nieprzeciętny wokalista, operujący w zależności od stylistyki bardzo dużą paletą barw i mimo relatywnie niewielkiej skali – o bardzo dużych możliwościach interpretacyjno-wyrazowych.
Muzyka osadzona jest zdecydowanie w tradycji późnych lat sześćdziesiątych – są oczywiście chlubne wpływy The Beatles, jest progrockowy rozmach i monumentalizm (rozbudowane aranżacje orkiestrowe i chóralne), są też nieśmiałe ukłony w stronę elektroniki spod znaku pierwszego Röyksopp. Wszystko podane w mocno psychodelicznym sosie, a do tego niezwykle wyrafinowane pod względem przekazu – od początku wyczuwalne są nu-jazzowe korzenie Leiseringa i Reinemera, przez co struktura staje się jeszcze bardziej nieprzewidywalną i zaskakującą. Aczkolwiek przekaz jest całkowicie czytelny i nie ma częstego dla tego typu produkcji rozwarstwienia – materia jest niesamowicie spójna i jednolita w swojej wielowymiarowości. Co bardzo charakterystyczne – mimo dosyć dużego skomplikowania wyrazowego kompozycji, efekt końcowy jest niesamowicie lekki w odbiorze.
Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że nie jest to typowa muzyka w stylu retro: mimo wielu odniesień do klasyki, odczuwalne są one tylko w kategoriach bardzo odległej inspiracji. Sam songwriting jest tutaj na poziomie najlepszych tuzów gatunku takich jak – nie bez przesady – chociażby Burt Bacharach. Nad piosenkami unosi się aura melancholii i wszechogarniającego wewnętrznego spokoju.



